Zastanawialiście się, czy da się przegrać mecz przeciwko drużynie, która nie oddała celnego strzału przez całe spotkanie? Da się. Niestety w spotkaniu z Wiślanami Skawina dokonała tego nasza drużyna.
Pierwsza odsłona to obraz nieustępliwej, czasem agresywnej gry z obu stron. Ze strony czysto sportowej ze wskazaniem na Świdnię. Cóż z tego skoro trwa nasza niemoc strzelecka pod bramką przeciwnika. Taki obraz gry wystarczył tylko do bezbramkowego remisu.
Po zmianie stron nadal trwała zacięta walka o każdy centymetr boiska, ale tym razem więcej z gry mieli przyjezdni. Trzeba przyznać, że wyglądali już zdecydowanie lepiej i byli bliżsi trafienia. Co prawda żadnemu z gości ta sztuka się nie udała, ale to my w 60 minucie niefartownie wyciągnęliśmy pomocną dłoń w kierunku przyjezdnych, strzelając sobie sami i tym sposobem punkty pojechały do Skawiny.
Goście grający w przewadze zawodnika, pilnowali skutecznie wyniku i mogli, a nawet powinni zamknąć mecz po kontrach, jednak mieli tego dnia spory problem ze skutecznością. My zostaliśmy z workiem kartek, kontuzją Nowaka i wciąż zerowym dorobkiem punktowym na wiosnę.
Świdniczanka - Wiślanie Skawina 0:1 (0:0)
Bramka: samobójcza, 60 min.
Świdniczanka: Śliwka – Szatała, Szymala, Mykytyn, Sienicki, Figiel (66 Kutyła), Tymosiak, Nowak (31 Dubiel), Poleszak (80 Guzewicz), Konojacki (80 Łuczuk), Białek. Żółte kartki: Tymosiak, Szymala, Białek, Konojacki, Sienicki. Czerwona kartka: Sienicki 72 min, za drugą żółtą.s
Tekst: Krystian Kutyła
Zdjęcie: Adam Walczak
Zobacz również:




















